I nagle to przychodzi znowu. Jedyna pewność to ta, że zaraz na pewno zabraknie mi powietrza. To sprawia, że jestem przestraszona, ale i pełna nadziei, że może zaraz spotka mnie coś lepszego. Ale to uczucie szybko mija, bo przecież boję się także śmierci.

Naprawdę. Nie mogę. Oddychać. Czuję się samotna, najgorsza, nie wierzę już, że mam jakąkolwiek wartość. Myślę ile czasu zmarnowałam, obwiniam się. Wszystko tutaj, na tej kartce jest tak chaotyczne, jak to, co teraz się ze mną dzieje.

Teraz piszę to sztywną ręką. Jeszcze przed chwilą się trzęsła, a może nadal trzęsie? Wszystkie mięśnie są tak cholernie spięte. Powietrze gęste. I bynajmniej nie ma na to wpływu sierpniowy upał. To ja znowu wariuję.

Czasem czuję się tak podczas snu, kiedy znowu nawiedzają mnie złe rzeczy. Krzyczę, ale nie mogę wydobyć z siebie dźwięku. Do tego dochodzi ból fizyczny. Ktoś jakby naciskał cały czas na moją klatkę piersiową. Bezczelnie na niej siedział. Brak tchu. Przez większość czasu.

Zaczynam topić się we łzach i krztusić. Brzmi banalnie, ale one naprawdę zalewają moją twarz i tracę wzrok na krótsze lub dłuższe odstępy czasu. Przez moją głowę przelatuje tyle bodźców. Myślę o tym, że coś tam zaraz się roztrzaska, czuję każdy neuron. Jestem pewna, że zaraz oszaleję.

Chcę się do kogoś przytulić. Nie chcę się do nikogo przytulać. Chcę wyjść do ludzi. Przecież dobrze wiem, że jak wyjdę, to ucieknę. Psuję wszystko. Nawet już boję się kochać, a to nadawało sens mojemu życiu. Wszystko jest zbyt głośne – muzyka, ludzie, samochody, klimatyzatory, liście, owady, koty i psy. Boję się ruszać.

Ponownie chcę wydać z siebie krzyk, ale zatrzymuje się gdzieś w gardle, staje się żałosnym zawodzeniem i krztusi.

Patrzę na swoje ręce i znowu myślę o mięśniach, widzę jak zbijają się w twardą masę, która potem boli miesiącami. I tylko niemo krzyczę.

Strach już przyćmiewa mi wzrok. Obok mnie jest ta druga ja, która krzyczy mi do ucha. Żeby ją zobaczyć nie potrzebuję wzroku. Znowu tu jestem i już nie wiem co mam robić. Czuję się bezradna i czuję, jakbym została sama na Ziemi.

Już nie boję się o siebie, ale po prostu siebie.

Ten tekst powstał podczas jednego z moich napadów lęku. Jeśli zdarza Ci się czuć coś podobnego – wiedz, że nie jesteś sam. Dookoła Ciebie są ludzie, którzy tak samo jak Ty boją się, że nie spotkają się ze zrozumieniem. I są też ludzie, którzy pomagają.